NAJBLIŻSZY MECZ ZAGŁĘBIA   [X]
Wyjazd:
Data: , godz.
R   E   K   L   A   M   A
  
MENU
 
KLUB
 
I ZESPÓŁ
 
ARCHIWUM MECZÓW
 
KONTAKT
 
 


Lepszy od Vukovicia?
Żeljko Perović(14.06) Pojawił się w Lubinie tuż po rozpoczęciu sezonu 2003/04. Do stolicy polskiej miedzi sprowadził go jego krajan Żarko Olarević, piastujący wówczas stanowisko szkoleniowca pierwszej drużyny Zagłębia Lubin. Trenował z drugoligowym zespołem przez miesiąc, by na kilka godzin przed zamknięciem okienka transferowego podpisać kontrakt z Zagłębiem. W ciągu kilku miesięcy Serb dał się poznać jako świetny technicznie i niesamowicie skuteczny w odbiorze zawodnik. Bardzo dobra postawa przybysza z Bałkanów w ligowym środowisku nie przeszła bez echa, a Perovicia od dawna kokietuje czołowy zespół znad Wisły!



29 - letni Żeljko Perović pojawił się w Lubinie za namową Olarevicia. Jego kontrakt z zespołem Mogren Budva właśnie wygasł i Željko zastanawiał się, co robić dalej. Działacze z Budvy przedstawili mu nową umowę i piłkarz najprawdopodobniej by ją podpisał, gdyby nie Olarević, który zaproponował mu grę w swoim zespole. Perović pojawił się w Lubinie wraz z brazylijskim napastnikiem Joao Luisem Da Silvą i przez miesiąc trenował pod okiem dobrze znanego mu szkoleniowca. Początkowo nadrabiał zaległości treningowe, ponieważ przed przyjazdem do Polski, trzy miesiące leczył kontuzję. O tym jak ciężko wrócić do meczowego rytmu Serb przekonał się podczas pierwszych występów w nowym klubie...


PRZEZ PRYZMAT KOWALA

Premierowy występ w "miedziowych" barwach zbiegł się z odsunięciem od zespołu prawdziwego lidera lubińskiej jedenastki - Ireneusza Kowalskiego. W meczu z Tłokami, grający niejako z marszu Perović zagrał na pozycji ofensywnego pomocnika. Oczy wszystkich kibiców zwrócone były na nowo pozyskanego Serba, bo przecież był to zawodnik sprowadzony w miejsce "Kowala", przynajmniej większa część fanów interpretowała to w ten sposób.
Željko zagrał przeciętnie, ale ciężko wymagać od defensywnego pomocnika, by dzielił i rządził w środku pola: W mojej ojczyźnie zawsze grałem jako defensywny pomocnik. Przychodząc do Lubina nie wiedziałem, że będę występował jako rozgrywający. Wszyscy myśleli, że ja będę rozgrywał piłkę, a przecież nigdy tego nie robiłem! Już w trakcie spotkania z Gorzycami dało się zauważyć, że Perović znacznie lepiej radzi sobie w odbiorze, a kreowanie akcji ofensywnych, zwłaszcza wobec słabej komunikacji z partnerami, przychodzi mu z trudem. Część kibiców od razu to dostrzegła, ale nad zawodnikiem, przedwcześnie przypisanym do roli nowego lidera zespołu nadal ciążyła ogromna presja. W kolejnych spotkaniach, zmuszony do rozgrywania piłki Željko grał dobrze, ale nie na tyle, by przekonać do siebie Olarevicia. Ten w meczu z Cracovią ściągnął swojego ziomka po 26 minutach gry! Wówczas ostatecznie upadł chory pomysł zastąpienia "Kowala" Peroviciem. Zamysł trenera z góry był skazany na niepowodzenie, ponieważ Kowalski i "Pero" to zupełnie różni zawodnicy, mający diametralnie inne zadania na boisku. Owszem Serb potrafi kapitalnie dryblować, ale niewiele z tego wynika, bo jak "nawinie" jednego przeciwnika, to zamiast wystartować w kierunku bramki, będzie stał w miejscu i czekał aż podbiegnie druga ofiara. Dowodzi to temu, że wychowanek Sutjeski jest stworzony do destrukcji.
"Zelko" wrócił zarówno do składu jak i na "swoją" pozycję dwie kolejki później, na spotkanie z KSZO: W tym meczu zagrałem bardzo dobrze. Cały zespół zagrał super. To był chyba mój najlepszy mecz w Zagłębiu! - otwarcie przyznał zawodnik. Czy aby na pewno?


LEPSZY NIŻ VUKOVIĆ!

Po występie w Ostrowcu zawodnik... stracił miejsce w składzie. A wszystko "dzięki" Olareviciowi: Żarko był człowiekiem, który potrafił stwarzać problemy. Wszystko jest OK, a Żarko robi aferę.
Serbski pomocnik wrócił do treningów z pierwszym zespołem na wyraźną sugestię ówczesnego prezesa Marcina Fortuńskiego. Były sternik Zagłębia, który zawsze cenił umiejętności Perovicia, był wyraźnie zdziwiony faktem, że piłkarz trenuje z zespołem rezerw. Postanowił porozmawiać z trenerem, który natychmiast przywrócił rodaka do łask. Zagłębie akurat sposobiło się do arcyważnej konfrontacji w Bełchatowie, a Željko w ostatniej chwili załapał się do składu. W Bełchatowie wystąpił od pierwszych minut i... rozegrał tam kapitalną partię! W środku pola wyczyniał cuda, czarując brylantowym wyszkoleniem technicznym. Dodatkowego smaczku dodaje sytuacja mająca miejsce na trybunach bełchatowskiego obiektu. Obecny na meczu działacz warszawskiej Legii - Janusz Olędzki - patrząc na grę Perovicia miał zakrzyknąć: On jest lepszy niż Vuković! Byłego już zawodnika Legii nie trzeba szerzej przedstawiać, a rozpływający się w zachwytach nad lubińskim piłkarzem Olędzki, zaraz po spotkaniu chciał odkupić Serba choćby na przysłowiowym "pniu". Klub ze stolicy interesuje się tym graczem po dziś dzień, a pewien menadżer niekiedy dzwoni do piłkarza nawet po kilka razy dziennie.
Tymczasem przedstawiciele lokalnych mediów, zapoznawszy się z opisem spotkania widniejącym na oficjalnej witrynie internetowej "miedziowego" klubu, wzięły sobie za punkt honoru deprecjonowanie piłkarskich umiejętności bałkańskiego zawodnika. Pewien dziennikarz, który nawet nie pofatygował się na to spotkanie, naśmiewał się z Perovicia, tworząc iście spiskową teorię, że ktoś na siłę stara się wypromować Serba. Kilka dni później ten sam dziennikarz rozpisywał się o domniemanym transferze piłkarza do Legii. Komentarz wydaje się być zbędny...
Po konfrontacji w Bełchatowie "Pero" wskutek nadmiaru żółtych kartoników zmuszony był oglądać ligową konfrontację z Radomskiem z trybun. Kto wie jak potoczyłoby się to spotkanie, gdyby na boisku przebywał Perović? Niemniej Željko wrócił na ostatnią kolejkę rundy jesiennej w Szczecinie i pomimo czerwonej kartki będącej następstwem dwóch fauli w środku pola, ponownie był jednym z najlepszych aktorów widowiska. Po tym jak w pierwszej połowie zrobił piłkarski "wiatrak" z gracza Pogoni - Olgierda Moskalewicza - ręce same składały się do oklasków.


TRZYDZIEŚCI WŚLIZGÓW

Podczas zimowej przerwy między rozgrywkami czas Olarevicia w Lubinie dobiegł końca. Jego następcą został młody Chorwat - Drażen Besek - który w swojej wizji drużyny widział również Perovicia. Za jego kadencji Željko stał się podstawowym zawodnikiem Zagłębia i w rundzie rewanżowej ciężko było sobie wyobrazić lubiński zespół bez walczącego z niesamowitym zacięciem Serba. Kibicom podoba się efektowna, polegająca na wykonywaniu niezliczonej ilości wślizgów i przy tym skuteczna gra w odbiorze: Bardzo cenie sobie jego umiejętności. To facet, który podczas jednego spotkania potrafi wykonać ze trzydzieści wślizgów. I praktycznie wszystkie są skuteczne! - mówi znający się na rzeczy fan Zagłębia. Rzeczywiście "Żelko" w każde spotkanie wkłada maksimum zaangażowania i mimo że, występuje na pozycji defensywnego pomocnika, jego postawa nie przechodzi bez echa. Zastanawia jedynie fakt, skąd u wyglądającego jak chucherko zawodnika inklinacje do świetnej gry w defensywie?! W Zagłębiu do dziś wspomina się historię o tym, jak Fortuński osobiście doglądał czy bałkański przybysz stawia się na obiad.



Niestety końcówki rundy rewanżowej nasz bohater nie może zaliczyć do udanych. W prestiżowym spotkaniu z Cracovią potężnie zbudowany Kazimierz Węgrzyn nadepnął Serbowi na rękę i pomocnik Zagłębia przez następne trzydzieści dni musiał zapomnieć o boiskowych harcach. Gdyby zastosował się do zaleceń lekarza, ten sezon miałby już z głowy. Tymczasem zdjął gips po dwóch, zamiast po czterech tygodniach i dlatego zagrał jeszcze w przedostatniej kolejce z Radomskiem. Ręka jeszcze mnie lekko boli, ale ja już chciałem grać - mówił piłkarz, który w ostatnim meczu sezonu nie wystąpił z powodu kontuzji kolana. Jednak wiosną udowodnił, że warto na niego stawiać. Co więcej, według niektórych osób działających w klubie, w małym Serbie drzemią jeszcze pokłady niewykorzystanych możliwości! A główny zainteresowany przyznaje, że do pełni szczęścia brakuje mu... gola! Jak nie w tym, to na pewno w następnym sezonie coś strzelę! - ze śmiechem zapowiada lubiński stranieri.


ULUBIENIEC MAFIOZA

Pierwsze piłkarskie kroki Željko stawiał w zespole FS Sutjeska Nikšić: W tym klubie grałem od trampkarza do seniora. W wieku osiemnastu lat podpisałem zawodowy kontrakt, który obowiązywał przez pięć lat. W międzyczasie przejął opaskę kapitańską swojego zespołu, co jak przyznaje miało swoje zalety: Byłem kapitanem, dlatego często rozmawiałem z prezesem Branko Micunoviciem. A on bardzo mnie lubił. To był bardzo bogaty człowiek, mafiozo. Zdarzało się, że siadaliśmy razem przy stole i on pytał się mnie kogo zostawić w drużynie, a kogo wyrzucić. W Sutjesce były bardzo duże pieniądze, ale nie płacono ich według umowy. Tam nie liczyło się ile masz zapisane w kontrakcie, tylko przychodził prezes rzucał Ci pieniądze na stół, a Ty je brałeś - wspomina Perović. Gdy miał dwadzieścia trzy lata, jego umowa z Sutjeską dobiegła końca. Piłkarz wyjechał jeszcze na obóz przygotowawczy ze swoim zespołem, który odbywał się w nadmorskim kurorcie - Budvie: Przyjechaliśmy tam na mecz autokarem, bez klimatyzacji. Na dworze było z czterdzieści stopni, a my mieliśmy tego dnia zagrać mecz sparingowy z gospodarzami. Nie chciałem biegać za piłką w taką pogodę i dopiero koledzy przekonali mnie bym wystąpił. Zagrałem super mecz (Željko kilka razy powtarza słowo super). Co ja tam z nimi robiłem! - ożywia się. Okazało się, że spotkanie z trybun obserwował Dragan Dżajić - najlepszy piłkarz w historii Serbii, który od wielu lat jest prezesem Crveny Zvezdy Belgrad.
Akurat odpoczywał na plaży i gdy zobaczył, że jest jakiś mecz. Wstał, owinął się ręcznikiem i przyszedł. Ja go nie widziałem, dopiero później koledzy powiedzieli mi, że on był na tym meczu. Skontaktował się ze mną trzy dni później i już w następnym sezonie grałem w Zveździe - opowiada Serb. Niestety pobyt w jednym z dwóch najbardziej znanych i najlepszych zarazem klubów w Serbii nie był dla Perovicia udany. Zawodnik siedział cały czas na ławce rezerwowych, szansę gry otrzymując od święta: Trener miał swoich zawodników i oni musieli grać. Ja byłem w Crvenie sam, nie miałem żadnych znajomości. Był taki zawodnik - Pjanović - on teraz gra w Spartaku Moskwa. Sprowadzili go za bardzo duże pieniądze. To co on grał to była katastrofa, ale musiał grać, bo Crvena chciała go wypromować. Pamiętam, że dostawaliśmy super premie. Na przykład jak graliśmy w Pucharze UEFA i wyeliminowaliśmy m.in. gruziński Kolcheti Poti, francuski Metz, a pokonał nas dopiero Lyon - wspomina "Pero". Chciałem odejść już po roku i mogłem, bo usłyszałem od trenera, że jestem wolny. Wypożyczono mnie na rok do Sutjeski, gdzie mogłem grać i czułem się znacznie lepiej. Tam spotkałem Olarevicia, który zrobił najlepszy wynik w historii klubu z Niksić. Po upływie okresu wypożyczenia Željko musiał wrócić do "Czerwonej Gwiazdy", gdzie akurat zmienił się trener.


MÓJ KOLEGA DEJAN

Jednak i za drugim podejściem nie udało mu się wywalczyć miejsca w składzie: W Zveździe grało wielu bardzo dobrych piłkarzy (Serb wymienia nazwiska kilkunastu piłkarzy, obecnie rozsianych po całej Europie ). Na pozycji defensywnego pomocnika występował Goran Bunjevcević znany z gry w angielskim Totenhamie. Ja dalej siedziałem na ławce - przyznaje. Siedem miesięcy później rozwiązał swoją umowę z Crveną i natychmiast skorzystał z oferty rywala zza miedzy - RAD Belgrad: Tam miałem super sezon. Najlepszy w karierze. Grałem bardzo dobrze, drużyna miała świetnych kibiców, a na trybunach panowała niesamowita atmosfera. Trenowałem u mojego ulubionego trenera - Cedomira Doincevicia - i pewnie zostałbym tam na dłużej, gdyby nie kłopoty finansowe klubu. Trener Doincević dostał ofertę pracy w innym klubie i chciał mnie zabrać ze sobą, ale ja poszedłem do Mladost Apatin. Mladost to klub z Nowego Sadu - miejscowości, gdzie swoje siedziby mają również Vojvodina czy Hajduk Kula. Jednak w nowym zespole nie pograł zbyt długo: Nie podobało mi się miasto i to bardzo. Były pieniądze, bo sponsorem klubu jest miejscowy browar, ale miasto było okropne, dlatego chciałem jak najszybciej opuścić Mladost. Pieniądze nie są najważniejsze, bo liczy się to, gdzie żyjesz. A w Mladost nie dało się żyć - tłumaczy "Żelo". Na półtora roku trafił do Mogrenu Budva, klubu położonego nad morzem Adriatyckim. Budva to malutka miejscowość, w sezonie wakacyjnym szeroko otwarta na turystów: To małe, dwudziestotysięczne miasto, ale w czerwcu, lipcu i sierpniu jest tam ze sto pięćdziesiąt tysięcy ludzi! - mówi piłkarz. Pod koniec występów w Mogrenie doznał kontuzji barku, która wyłączyła go z gry na trzy miesiące. Miał zamiar podpisać nową umowę z tym klubem, ale w ostatniej chwili zadzwonił Olarević i dziś Perović broni barw Zagłębia Lubin.
Niedaleko Budvy mieszka jego dobry kolega - Dejan. On także grał kiedyś w piłkę m.in. w Crvenie Zveździe i AC Milan. Chodzi o słynnego Dejana Savicevicia, kilka lat temu najlepszego piłkarza rodem z Czarnogóry, obecnie prezesa związku piłkarskiego w kraju znad Balkanów: Dejan jest moim kolegą, jak jestem w domu to czasami się spotykamy. Mieszkamy blisko siebie, bo od Podgoricy do Budvy jest tylko 40 kilometrów. Fajny człowiek, zupełny luzak, ale i straszny kobieciarz - śmieje się Željko.
A czy "Pero" wiąże swoją futbolową przyszłość z Serbią? Wszystkie kluby w jakich grałem, poza Zvezdą, z radością przyjęłyby mnie z powrotem. Ale ja na razie nie chcę wracać. Życie tam to nieustanny stres. Na ulicy trzeba cały czas uważać, żeby ktoś Cię nie okradł, nie pobił. Tam tak się dzieje cały czas - wyznaje ze smutkiem w głosie.


WESOŁY LUDEK

W spokojnym Lubinie żyje mu się zgoła odmiennie. Ma wynajęte mieszkanie na jednym z nowych i bardzo spokojnych osiedli. Przyznaje jednak, że doskwiera mu samotność: Pięć miesięcy żyje tutaj bez mamy, taty, dziewczyny. Czasami jak wracam po treningu nie mam, co ze sobą zrobić. W przyszłości muszę tutaj przywieźć moją dziewczynę! - zapowiada "Pero". Z braku rozrywki czasami odwiedza punkt bukmacherski - STS. U "buka" najczęściej stawia na ligę polską, zazwyczaj są to niewielkie sumy. Czy odniósł już sukcesy na tej niwie? Nie, często przegrywam - "Żelo" wybucha śmiechem. Jednak to nie na zakłady wydaje najwięcej pieniędzy: Telefony do domu. Oj bardzo dużo pieniędzy tracę na telefony - z rozbrajającą szczerością wyznaje piłkarz. Nie ma się co dziwić, tęsknota za domem musi jemu doskwierać.
Poza boiskiem Perović jest otwartym i optymistycznie nastawionym do życia człowiekiem. Spontaniczny, nieco szalony, a szeroki uśmiech praktycznie nigdy nie znika z jego twarzy Anegdotkami sypie jak z rękawa, znakomicie parodiuje różne sytuacje. To taki wesoły ludek - mówią o nim w Zagłębiu. Serb powoli uczy się naszego języka, a na pytanie o postępy tylko kręci głową, kwitując wszystko ulubionym powiedzonkiem "Będzie dobrze!". Komunikowanie w narzeczu znad Wisły sprawia mu jeszcze trochę problemów, choć i tak radzi sobie o wiele lepiej, aniżeli kilka miesięcy temu. Wówczas jedynym sposobem na porozumiewanie się z nim była sztuka gestu. Ale trzeba przyznać, że w przypadku Željko Perovicia była to skuteczna forma przekazywania informacji, a i dziś, gdy brakuje mu słowa, stara się kombinować za pomocą mimiki twarzy. Perović, mimo życzliwego nastawienia do otoczenia uważa, że niezmiernie ważnym aspektem życia jest szczerość: Jestem taki, że jak kogoś lubię to od razu mu to mówię. I tak samo jest jak ktoś mnie denerwuje - wyjaśnia "Pero"


W poniedziałek Perović wyjechał do rodzinnej miejscowości na zasłużony urlop. Do Polski wraca 30 czerwca. Co wtedy? Przyjadę do Lubina i razem z Jackiem (przyszłym menadżerem - przyp. red) usiądę do rozmów z działaczami. Chcę trochę zmienić mój kontrakt. Niektórzy myślą, że ja mam tutaj duże pieniądze, ale to nieprawda. Oczywiście nie będę żądał wielkich pieniędzy. Zamierzam skoncentrować się tylko na dobrej grze. A co z Legią? Czy Željko Perović zostanie następcą ubóstwianego do niedawna w stolicy Aleksandara Vukovicia? Nie, raczej nie. Ja chcę zostać tutaj, mam dość ciągłych przeprowadzek. Zamierzam występować w Zagłębiu, tutaj bardzo mi się podoba - stwierdza Serb, który w pierwszej lidze będzie miał okazję pokazać się szerszej publiczności.



Awans do ekstraklasy to super sprawa. Fajnie będzie pograć w pierwszej lidze, tam gra się bardziej technicznie. W drugiej przyjeżdża słaba drużyna i wszystkie piłki wykopuje jak najdalej od własnej bramki. Katastrofa! To nie jest gra w piłkę! - wnioskuje piłkarz "Miedziowych". Kibice lubińskiego Zagłębia powinni się cieszyć, że tak waleczny zawodnik jak Perović zamierza nadal reprezentować barwy nowego pierwszoligowca. Skuteczny w destrukcji Željko na pewno przyda się "Miedziowym" podczas ich pierwszoligowych bojów.

Wacław Wachnik

Kategoria: Inne
Czytano 4897 razy | Wersja do wydruku

R E K L A M A
Ostatnie wydarzenia:

R E K L A M A

Pamiętasz ten mecz?

R E K L A M A

Wasze komentarze:
(14.06.2004 - 20:23) - surgeon (62.87.215.196).
Poprawić zdjęcia.
BTW. Studiowałeś może podstawy propagandy albo inne metody wpływania na opinie czytelników? ;-)
===============================================

Poprawiam zdjęcia cały czas!
Nie studiowałem hehe

roman_k
(14.06.2004 - 20:56) - kerad (217.96.242.115).
"mówi znający się na rzeczy fan Zagłębia."

roman_k-mogles odrazu napisac: moim skromnym zdaniem ;)
(14.06.2004 - 21:08) - roman_k (81.168.169.177).
Kerad:

To nie ja jestem autorem tego zdania. Niemniej podzielam pogląd ;-)
(15.06.2004 - 0:02) - kolo toure (217.30.138.206).
zeljko to najlepszy zawodnik przeciwko ktoremu gralem, jest wielki, pozdro
(15.06.2004 - 0:42) - Fan ZAGŁĘBIA...od za (217.99.27.143).
...kacze opowieści...:)
(15.06.2004 - 6:56) - !!!! (62.87.207.112).
Perovic jest dobry! spokojnie mze jescze z 2-3 sezony pograc w Zaglebiu!
(15.06.2004 - 13:50) - MooN (62.87.214.57).
Hugo was here.... Buhahahaha :)
(17.06.2004 - 11:32) - Staszek_Alcatrazz (83.27.142.95).
super Wacek artykul, super.
 
Dodaj swój komentarz:
Pseudonim:

Email:

Treść komentarza:



Zamieszczając swój komentarz wyrażasz zgodę na jego ewentualne nieodpłatne opublikowanie (w całości lub fragmentach) w innych mediach, a w szczególności internecie, telewizji, radiu i prasie.
 
R   E   K   L   A   M   A